Dzisiaj po południu było jasne, że warto wrócić w okolice Kleszczów i Rzepkowa, gdzie wczoraj rewelacyjne leciały drapole.
Po dotarciu do celu poczatek był obiecujący, bo pierwszym ptakiem była
kania ruda (
Milvus milvus).
Jednak, po chwili zrobiło się czarno i o ptakach można było zapomnieć na dłuższą chwilę.
Co gorsza, po zakończeniu pogodowego armagedonu, pole które wydawało się bardzo obiecujące było już zajęte...
W tej sytuacji, nie spodziewając się już niczego - ostatnim spojrzeniem przed wyjazdem postanowiliśmy sprawdzić okolicę. Na polu pojawiły się czajki, były też siewki złote i zaraz, - tam są chyba mornele (Charadrius morinellus)!!!
Do ptaków było dobre 300 m., podchodząc nieco udało się stwierdzić aż 16 osobników.
A tu jeszcze nagle, spod nóg ze ścierniska zerwała się duża sowa! Tak wygląda tylko
uszatka błotna (
Asio flammeus). Uff, wystarczy.
Dropole tego dnia rzeczywiście leciały słabiutko..